Zaznacz stronę

Adwent jest po to, by zatęsknić za prawdziwym sobą i prawdziwym Bogiem.

Zaczynamy nowy rok w liturgii i można się tym nie przejąć, przeżyć tę niedzielę jak każdą inną. A można też spróbować skorzystać i zacząć wszystko od nowa. Po to między innymi rok liturgiczny zatacza krąg i mamy adwent, a później Boże Narodzenie, by ciągle sobie przypominać, że Bóg jest z nami. I że przyjdzie i przychodzi.

Zatęsknijmy dziś. Tak mocno: z serca; nie chciejmy być na Mszy, pomodlić się trochę, może przyjąć Komunię, i wrócić do szarej codzienności. Zapragnijmy dziś przeżyć coś innego. I nie chodzi tu o emocje, ale przyznanie się, że są w nas wielkie pokłady pragnień. Choćby to pragnienie, by być człowiekiem, który wie, o co w jego życiu idzie; by być człowiekiem, który ma poczucie spełnienia w życiu. By być człowiekiem, który się nie boi. Ktoś powie: po, co mi to – by później jeszcze mocniej bolało rozczarowanie? Lepiej już zostać przy starym schemacie, może nie ma w tym polotu, ale wszystko jest okiełznane. Tak samo może być z adwentem. Przecież co roku jest adwent, który kończy się świętami, więc i niech tak zostanie. Może tak być, to też jest jakiś wybór. Pytanie jest tylko jedno: czy podejmując taką decyzję, by zostać w starym schemacie, znanej stagnacji, pytałeś o zdanie swojego serca?

Te dzisiejsze czytania mówią nam wprost, że dużo od nas zależy.

Święty Paweł pisze: stawajcie się coraz doskonalszymi. Lepszymi księżmi, lepszymi żonami, mężami, kobietami, mężczyznami, synami, córkami. Mamy się stawać. Nie mamy się zadowalać wypracowaną pozycją. Nie ma nam wystarczać raz powiedziane nam, że jesteśmy dobrzy w tym, co robimy, kim jesteśmy. Mamy iść dalej. To niby jest oczywiste, ale zobaczcie, ile razy już pozwoliliśmy sobie na to, by się zadowolić tym, co już osiągnęliśmy.

Ewangelia przypomina nam to, co w ostatnich tygodniach często nam Słowo mówiło. Nabierzcie ducha i podnieście głowy. Nie czekaj na cud, nie czekaj na nadzwyczajne zjawiska. Ty nabierz ducha. Duch to Bóg żywy, który wymaga od nas realnej współpracy. Nabrać ducha to liczyć się z Bogiem w prostych, codziennych sprawach, to pozwolić Mu, by On, był odniesieniem w małżeństwie, w problemach, w nałogach. Nabrać ducha, to pozwolić Bogu powiedzieć, co sądzi o choćby takich rzeczach jak nasze podatki czy traktowanie naszych sąsiadów.

Dopiero ktoś, kto nabierze ducha, pozwoli Jemu panować w różnych dziedzinach życia, może podnieść głowę, bo nie ma nic do ukrycia. A więc nie traktujmy Ewangelii jak taniego pocieszenia, że możemy podnieść głowę, bo nam Bóg tłumaczy wszystko, ale usłyszmy też właśnie to zaproszenie.

Jak już podniesiemy nasze głowy, słuchajmy dalej. Uważajcie na siebie, aby wasze serca nie były ociężałe wskutek obżarstwa, pijaństwa i trosk doczesnych. Nie włączajmy od razu naszego mechanizmu obronnego, który powie, że troski doczesne i zabawa są ważne i konieczne. Są. I nikt ich nie neguje. Jezus też nie. Jednak mówi, niech to nie będzie coś, co obciąża twoje serce, co sprawia, że nie masz wolności. Myślę, że może tu chodzić o chorobę, na którą często zapadamy – przesada. Warto czasem na modlitwę zabrać te wszystkie troski i zobaczyć, ile z nich jest rzeczywistych, a ile jest nadętych. Nie lekceważę codziennych trosk, ale wiem ze swojego życia, że lubię przesadzać.

To jest poważne zadanie dla nas. Bo można z naszych przesadnych trosk zrobić niezłą niewolę serca. Można je też ubrać w pseudopokorę albo niesienie krzyża. A Jezus wiedząc o tym, ośmiela nas, byśmy się odważyli, a więc zatęsknijmy, zapragnijmy nowości.

I na końcu. Jak to zrobić? Czuwajcie i módlcie się w każdym czasie. Znaczy to tyle, że mamy żyć uważnie i wszystko do Niego odnosić.

Proszę Was – spróbujcie.

SŁOWO