Zaznacz stronę

SŁOWO

W piątek jeden z dziennikarzy spowodował wypadek samochodowy pod wpływem alkoholu. Poczytałem wczoraj trochę komentarzy. To, co potrafią napisać skądinąd chrześcijanie mrozi krew w żyłach, podobnie jak sam wyczyn sprawcy. W czwartek bp. Ryś zdjął ekskomunikę z ks. Michała, poczytałem, co myślą o tym katolicy – strach przytaczać słowa, którymi się posługują. To wszystko w Internecie. A jak jest w naszych domach, kiedy słuchamy wiadomości o sąsiadach, politykach, co mówimy? 

Nie, nie chcę dziś pomstować, jak jesteśmy straszni. Nic tu odkrywczego. Raczej chciałbym, żebyśmy się zastanowili, dlaczego tak się dzieje.

Dzisiejsze słowo mówi o modlitwie. Abraham targuje się z Bogiem o ocalenie miast, Jezus w prostych słowach mówi o modlitwie prośby. 

Popatrzmy na to, nie od strony tego jak się modlić, ale od strony relacji z Bogiem, do którego się modlimy. Bardzo często zastanawiamy się na techniczną stroną modlitwy. Jedni mistrzowie mówią o sposobach modlitwy, inni wprost mówią, co zrobić, żeby modlitwa była skuteczna, jeszcze inni uczą, jak pozbyć się problemów na modlitwie. Generalnie – jeśli już z naszą modlitwą coś robimy – uczymy się ją udoskonalać. 

Bóg doskonale wiedział, że Sodoma i Gomora zostaną zniszczone. Przecież On nie szukał z Abrahamem w poszczególnych domach sprawiedliwych, by miasto ocalić. Bóg doskonale wie czego nam potrzeba zanim Go poprosimy. Po co więc modlitwa? Przecież byłoby to absurdem, gdybyśmy wierzyli w Boga, który zamierzył dać Pani Nowakowej raka, ale jak Kowalscy z sąsiadami usilnie będą się modlić, to zmieni zdanie i podaruje jej kilka lat życia. Straszny byłby taki Bóg i trudno byłoby Go nazywać miłością. Nawet rodzice – dzieciom nie robią takich rzeczy. 

A może modlitwa jest po prostu tylko i aż środkiem do tego, by nauczyć się z Bogiem być i uwaga – przestać się Go bać? Być z Nim po to, by nas przemieniał, byśmy nie robili takich rzeczy, o których wspomniałem na początku. Byśmy przestawali się bać, że jest zabawiającym się nami tyranem, któremu trzeba zmówić ładny wierszyk, by dał nam jeszcze jeden dzień życia. 

Zobaczcie, historia Abrahama i to o czym mówi Jezus, ale i wiele naszych codziennych próśb kierowanych do Boga dotyczy właśnie codzienności. I to jest trop o co chodzi w modlitwie, nie o to, by Bóg zmieniał to, co dla nas nieprzyjemne, ale byśmy z Nim mieli taką relację, że chcemy by we wszystkim z nami był. Jednak nie jako konieczność, bo jest Bogiem, ale dlatego, że jesteśmy Jego dziećmi, które się Go nie boją. 

W Biblii poznajemy Boga jako Ojca. Ciekawe, że nie jako matkę czy ciocię. Może jest tak, że Bóg od początku wiedział o tym, co my dziś nazywamy kryzysem ojcostwa, i właśnie dlatego pokazuje się nam jako Ojciec. Dzięki temu mamy cały czas możliwość nawrócenia do prawdziwej relacji. łatwiej się nawracać na zasadzie: kradłem – nie kradnę, kłamałem – nie kłamię, oglądałem pornografię – nie oglądam. Rzecz w tym, że to nie nawrócenie, a dojrzewanie do człowieczeństwa. Nawrócenie polega na zmianie myślenia, najpierw o Bogu. Boimy się Go. Tego, że nas śledzi, podgląda, ukarze chorobą, zabierze pieniądze, żonę i dzieci. Boimy się, że kiedy przez dłuższą chwilę w naszym życiu jest dobrze, to będzie trzeba to stracić. Lęk, nie miłość, bardzo często jest tym, co nam towarzyszy. Jak się boimy, to łatwiej nam powiedzieć, że ten dziennikarz czy ksiądz to dziady są. 

Spróbujcie zaryzykować i módlcie się tak przez tydzień. Codziennie pół godziny w odosobnionym miejscu, bez tych wszystkich intencji, które nosimy. A kiedy pojawi się myśl o garnkach w kuchni – zaproś Go do swojej kuchni, kiedy pojawią się obrazy seksualne, zaproś Go do swojej seksualności (jakakolwiek ona by nie była), kiedy pojawi się kwestia zdrowia, zaproś Go do swojego zdrowia i zobacz, że jest z Tobą w zdrowiu i chorobie, w życiu i śmierci. 

On nie przychodzi jak sędzia czy czarodziej, ale przychodzi jak Tata, który kocha i wie o naszym lęku. I zrobi wszystko, by nam udowodnić, że nie musimy się bać. Właśnie dlatego daje Jezusa. 

Tak, wiem, że to, co Wam mówię jest inne od tego czego doświadczamy, poza tym budynkiem. Wiem, że wielu powie: naiwny jesteś proboszczu. Jednak nie znam innej ewangelii niż ta, która opowiada o Tatusiu, który nas ukochał, że pozwolił na śmierć Jezusa. Kiedy to się przyjmie nie można już nie kochać drugiego.