Zaznacz stronę

VLOG

Wrzucam dziś kazanie sprzed 6 lat z Wrocławia. Ołtarze możecie sobie wyobrazić, a treść zostaje niezmienna;-)

Boże Ciało to jakby dokończenie naszego świętowania Wielkiego Czwartku.

Kiedy patrzyłem na symbolikę naszych ołtarzy, to pomyślałem sobie, że wszystkie były strzałem w dziesiątkę właśnie. Nie umiejscawiały Eucharystii poza naszym życiem. Młodzi nawiązali do tego, że to Bóg nas wybiera, nas konkretnych, w naszym życiu. Stąd kolorowe litery i ich zdjęcia. Neokatechumenat zrobił odwołanie do powodzi i tęczy, że to właśnie, pomimo wszystko, Bóg czuwa nad nami, czasem w jakiś dziwny, niezrozumiały dla nas sposób, choć w myśl słów z Ewangelii: wy dajcie im jeść, można spokojnie powiedzieć, że jest w tej konkretnej sytuacji przez nas, nasze wsparcie. Nie byle jakie. Czterdziestolatkowie w symbol kielicha i hostii wdrukowali zdjęcia znanych nam ludzi. Bo właśnie Eucharystię tworzymy razem z Bogiem.

Czasem przypominamy sobie, że Eucharystia to nie jest kwestia owych kilkudziesięciu minut. Przypominamy sobie, o tej często niewygodnej dla nas prawdzie, że ona jest źródłem i celem, czyli ogarniać ma cały nasz dzień, cały tydzień. Nie jest tylko jakimś abstrakcyjnym, oderwanym momentem od codzienności.

Dziś taki wniosek możemy wyciągnąć ze słów Ewangelii. Jezus rzekł do nich: Wy dajcie im jeść! My mamy iść i innych nakarmić. Nie mamy tu przychodzić, by – jak to sobie w niedzielę powiedzieliśmy – stanąwszy za przysłowiowym filarem, coś dla siebie uskubać. Ciszę, skupienie, uspokojenie emocji, jakieś duchowe przeżycie. Mamy stąd iść i dać im jeść. Im, to znaczy wszystkim tym, którzy tu nie docierają. Począwszy od naszych bliskich, skończywszy na naszych wrogach. Dać jeść, to nic innego, jak z naszych małych zasobów (pięć chlebów i dwie ryby), dać innym. Jak podzielić to, co we mnie jest w tak skąpych ilościach, między tylu ludzi? Jezus spojrzał w niebo. Nie chodzi tu o magiczne spoglądanie, z nadzieją, że Bóg coś zrobi. Idzie tu, chyba, raczej o odnoszenie swojej rzeczywistości do Niego. Człowiek, który autentycznie się modli, czyli rozmawia z Bogiem, uczy się podczas tych spotkań czynienia rzeczy niemożliwych. Uczy się tego, że z niewielkiej ilości własnego wkładu, swoich możliwości, może uczynić rzeczy niemożliwe.

Wcześniej padają inne słowa, tym razem z ust zatroskanych apostołów. Odeślij tłumy. Można by powiedzieć, że właśnie z troski tak mówią. Jednak można też powiedzieć, że ze strachu i z wyrachowania. To taki moment, po tym, jak miło i dobrze było słuchać Jezusa, też to czasem lubimy robić; ale kiedy przyszedł moment, w którym zorientowali się, że ludzie mogą być głodni, a wszyscy wiemy, co się dzieje z głodnym człowiekiem, po prostu stchórzyli. Chcieli zwalić problem na Jezusa i tak zwaną racjonalność. No bo w sumie hasło odeślij ich wydaje się bardzo mądrym posunięciem. A jednak tak jest, że kiedy w naszym chodzeniu z Jezusem przychodzi moment, w którym zaczyna się dobre szaleństwo, próbujemy z logiczną godnością wycofać się. Żeby wyjść z twarzą. To są te wszystkie nasze momenty, w których zaczyna nas kosztować. I to w wymiarze osobistym, ukrytym przed innymi, i w tym wymiarze świadectwa na zewnątrz.

Jednak człowiek Eucharystii to człowiek nielogicznego szaleństwa. Wręcz skandalista. Wyznawać wiarę, że Bóg, ten wszechmocny władca, którego filozofia nazwie Absolutem, ten którego my nazywamy Początkiem wszystkiego, a więc Stwórcą, postanowił się nie tylko stać Człowiekiem, ale do tego jeszcze zmaterializować w postać chleba i wina. Eucharystia, to nie jest spokojny posiłek na miarę grilla, w ogródku. To jest posiłek skandaliczny. Skandal, po grecku – skandalon. Termin ten oznaczał pierwotnie przeszkodę, której nie da się ominąć, dawne tłumaczenia Biblii mówiły o „skale potknięcia się”. To znaczy, że przychodząc na Eucharystię, wyznając wiarę w rzecz kompletnie nielogiczną, przemianę chleba i wina w Ciało i Krew Pana, musimy być skandalistami dla innych. Musimy, powinniśmy być owymi skałami, o które się inni potykają, właśnie na zasadzie prostego pytania, w co tak naprawdę on wierzy, jakie to ma przełożenie w jego codzienności?

Uczestnicząc w Eucharystii, przyjmując Jego Ciało, musimy tak żyć, by inni się zatrzymywali, więcej – by się o nas potykali, by się w głowę pukali. Zastanówcie się, czy by jednak, w tym momencie, nie pójść już do domu? Może jednak lepiej wrócić do domu i się nie przemęczać, nie wybijać się z tłumu? Po której stronie staniesz? W grupie, odeślij ich, czy wy dajcie im jeść? 

SŁOWO