Zaznacz stronę

Problem stary jak świat. Człowiek ciągle pragnie cudu. Można zaryzykować stwierdzenie, że dość przewrotna tak naprawdę jest logika tych, którzy uganiają się za cudem. Pozornie kryje się za tym dobra intencja: zobaczę – uwierzę. Jednak bardzo często wcale tak się nie dzieje, a pojawia się kolejne żądanie cudu. Choć mówią o sobie: jestem człowiekiem religijnym, wierzącym, to w rzeczywistości takimi nie są. Wierzą tylko sobie i swoim doznaniom. Są kolekcjonerami doznań i wrażeń. Cuda są im potrzebne nie po, to by zawierzyć Bogu, ale by lepiej się poczuć.

Tymczasem największy cud jaki otrzymujemy to nasza codzienność. Poszukiwacz cudów nie zrozumie z niej nic. Bo w niej jest zwykłość, wręcz banalność. On potrzebuje wrażeń, cudownych dotknięć. Póki żyjemy – czas płynie, a z nim wydarzenia, słowa, ludzie, my sami. To jest jak nasz pokarm, ciągle z nami. Tylko że cud, który nazywamy codziennością, potrzebuje cierpliwości. Tylko ktoś, kto potrafi czekać, potrafi obserwować i dostrzegać, ma szansę na dostrzeżenie, że coś się dzieje.

Tak naprawdę nie chcemy tego banalnego cudu, bo on wymaga od nas odpowiedzi i pracy. Łatwiej coś otrzymać i mieć, niż coś zrobić, by mieć. Cud codzienności polega na dostrzeżeniu w drugim człowieku, w sobie piękna, które otrzymaliśmy. Dostrzeżeniu, że w nim jest dobro, a nie tylko zło, które jest mi łatwiej dostrzec.

Cudem, który tak bardzo nas kosztuje, jest dostrzeżenie dobra, które dzieje się w naszym życiu, przez nas i przez innych. Pamiętacie, co dziś świętujemy? Świętujemy dziś Zmartwychwstanie. Tak, naprawdę zbieramy się na modlitwę w niedzielę, nawet w wakacje, bo świętujemy Jego Zmartwychwstanie. A Jezus po to Zmartwychwstał, byśmy też zmartwychwstawali. Trzeba zacząć od pytania o to, co jest naszą śmiercią, a więc – co takiego sprawia, że nie chce się nam żyć; co nas powala, czasem dosłownie. To właśnie jest śmiercią, naszą osobistą. I to jest miejsce, które czeka na cud mądry, czyli wynik współpracy mojej z Bogiem. Współpracy, czyli jakiegoś mojego realnego wkładu, choćby małego pragnienia i uwierzenia, że da się, że można, jeśli się chce.

Uczeni w Piśmie pytają Jezusa: jakiego znaku dokonasz byśmy uwierzyli? A może by zadać inne pytanie: jakiego znaku ja dokonam, by inny uwierzył? Cud ma nam pomóc w wierze, więc zróbmy coś, by komuś w niej pomóc. Nie bądźmy jak ci z Ewangelii, którzy, kiedy dowiadują się, że mają uwierzyć, stawiają Jezusowi warunki. Chcą umowy.

Miłość to nie umowa. Jezus daje jedną obietnicę. Jest nią On sam: Jam jest Chleb z nieba. Nie obiecuje smacznych bułeczek maślanych z szyneczką, ale chleb. Uczyńmy w tym tygodniu jeden cud. Zróbmy coś, co dla kogoś będzie takim wydarzeniem, że się mocno zdziwi. A potem zobaczmy, że cud stał się i w naszym życiu. Są jednak dwa warunki: chęć połączona z pracą i drugi: oczy otwarte, w więc chęć dostrzegania.

I jeszcze inne spojrzenie na ten tekst. Może warto się poczuć jednym z tych nasyconych chlebem Jezusa. Poczuć się jak po dobrym pikniku. Nasyconym, napitym, po prostu dobrze. Ci ludzie najedzeni nie robili analizy teologicznej tego, co się stało, tak jak my to robimy. Warto się dobrze poczuć u Niego. Nie po to, by na chwilę dać sobie coś w rodzaju narkotyku, ale by zobaczyć, że Pan naprawdę jest dobry.

Później, idąc dalej za psalmem, warto zobaczyć to, że Bóg nas karmi. Że nieustannie daje nam pokarm. Najpierw Eucharystię, ale nie tylko, również życie i wszystko, co się w nim zawiera: człowieka, słowo, dotyk, emocje, uczucia, naszą codzienność właśnie. W naszym życiu jest tak, że nawet na najlepszym obiedzie zawsze ktoś może powiedzieć: moja mama robi lepsze gołąbki, zamiast się zachwycić nowym smakiem. Podobnie jak ludzie, którzy w restauracji zawsze zamawiają to samo, nie są w stanie poczuć nowego smaku.

Pozwolisz sobie na zadziwienie, czy będziesz ciągle porównywać smaki w poczuciu niezadowolenia? Uciesz się zaproszeniem na wielki piknik swojego życia i zobacz, że ten codzienny chleb ma swój smak. Pozwólmy sobie na cud w codzienności. Idź do sklepu, kup świeżą bułkę i zjedz ją świadomie, rozkoszując się jej smakiem. Co z tego, że ktoś pomyśli, że jesteś żebrakiem, bo jesz zwykłą bułkę?

SŁOWO