Zaznacz stronę

Z czytań chciałbym skupić się na jednym wątku: na szczerości.

Człowiek z natury nie cierpi fałszu. Nie chodzi tu tylko o ten fałsz, którego autorem jest ktoś drugi w stosunku do mnie. Nie cierpimy też fałszu, którego autorami jesteśmy my. Jest taki rodzaj fałszu, którego jesteśmy autorami, a który de facto jest skierowany przeciwko nam. To postawa, która pokazuje, że nie potrafimy/nie chcemy robić tego, co tak naprawdę uważamy za słuszne. Często siłą takich postaw jest strach przed ludźmi. Ludzie idą na spotkania z innymi, choć szczerze nie mają na to ochoty, podejmują się różnych zobowiązań tylko dlatego, że boją się „opinii”, podejmują się spraw, do których nie są przekonani.

Z tym Jezusem to w ogóle jest problem. Bo On wszystkie przykazania, dobre maniery, konwenanse, albo wywala „do góry nogami”, albo tak interpretuje, że trzeba wszystko przemyśleć na nowo. Jezus – pobożny Żyd zna czwarte przykazanie. Z perspektywy współczesnej Polski nawet sobie nie wyobrażamy, jak ważne to było przykazanie. Ono naprawdę miało być czwartym, a zarazem pierwszym dotyczącym ludzi, po tych trzech, które dotyczyły Boga.

A Jezus tutaj potraktował swoją Matkę bardzo źle. Przynajmniej w logice: „powinienem”. Jego Matka przyszła z Nim porozmawiać, a On ją zostawił na ulicy. Nawet nie wyszedł powiedzieć, że nie może teraz. Jest wolny i szczery wobec innych, nawet najbliższych, ale i wobec siebie samego. I na tym polega miłość. Na wolności, nie na „powinności”. To trudne, bo można w to wrzucić klasyczne „zlanie” drugiego człowieka, usprawiedliwić tym podłość wobec innych.

Myślę, że warto się nad tym zastanowić – jak jest u mnie z tą szczerością? To istotne, bo to później przekłada się na motywację naszych decyzji i działań. Na bycie w związku „z litości”, na tkwienie w zakonie „bo tak trzeba”, na byciu współmałżonkiem poniżanym i bitym w imię „wierności sakramentowi”. To, że bardzo często jesteśmy związani różnymi „powinnościami”, a tak naprawdę nie szczerością, to sprawia, że nie działamy, albo zamiast być jednoznacznymi i szczerymi, stajemy się chamscy. Jezus jest szczery, dlatego jest wolny, będąc wolnym może być szczery.

Ta szczerość jest szalenie ważna, kiedy ją tracimy dzieje się z nami to, co stało się z Adamem. Upadamy. Nie chodzi bynajmniej o szczerość w wyznawaniu swojej grzeszności i nieustannym jej podkreślaniu. Raczej chodzi o szczere przyznanie się do swoich różnych (również grzesznych) pragnień, ale to po pierwsze. Po drugie – i to jest ważniejsze – przyznanie się przed sobą, że potrzebuję Boga. Dopiero to pozwala mi nie brnąć w zło. Gdy skupię się tylko na pierwszej części – upadnę. I jest to pewne jak nic na tej ziemi.

SŁOWO