Zaznacz stronę

SŁOWO

Chrystus powiedział, że mamy prosić o nowych robotników. Tu nie chodzi o to przecież, że z jednej strony mówi: proście, a może wam dam, albo ilu sobie uprosicie, tylu będzie. To byłaby kolejna zagrywka silniejszego ze słabszym. Dla mnie to jest raczej kwestia tego, że ten tekst każe mi otworzyć swoje serce na świadomość tego, że nie jestem w tej robocie sam, to jest wielka sprawa, a właścicielem plonów jest Ktoś inny i nie ja siałem – to nie jest mój prywatny folwark, ani też nie jest to mój ogródeczek, w którym mam się okopać ze swoją wizją. Mam zrobić swoją robotę.

Ewangelia nie jest tekstem do rozważania. Ewangelia jest Słowem, które się robi. Kiedy jej nie robię, ona umiera, staje się pustym frazesem, jeszcze jednym podręcznikiem pt.: „Jak żyć?”. Jak ją robić? Iść przed siebie i głosić POKÓJ, głosić czyli robić. Drugim zadaniem jest głoszenie Królestwa Bożego, nie słowami, ale uzdrowieniami.

Jezus już stwierdził, że pójdziemy „jak owce między wilki”, a więc naszym zadaniem nie jest pokazywanie palcem, kto wilkiem jest. To już zrobił Jezus, my mamy inne zadanie. Wielu z nas traci mnóstwo czasu na bawienie się w identyfikację wilka. Dziś wielu chrześcijan lepiej potrafi identyfikować wilka niż Boga, organizuje się specjalne sesje i kursy, które pod pięknym hasłem: rozeznawanie duchowe, poświęcają 95% czasu na opisywanie tego, jak wygląda wilk. Tymczasem zadanie ucznia Jezusa polega na ogłaszaniu Królestwa Bożego, czyli mówieniu, pokazywaniu innym Boga w konkretach, nie w ideach. Bóg jest jeden. Nie ma dwóch Bogów: dobrego i złego. Zły nie jest kimś, kogo obecność mamy ogłaszać.

Ta Ewangelia zaczyna się od ważnego ustawienia sprawy. To Pan ustala, kogo posłać. Praktyka pokazuje, że wielu z tych, których On wyznaczył, w pewnym momencie zaczyna się zachowywać tak, jakby to oni byli pierwsi, a Pan tylko obdarzał ich mocą do czynienia znaków. Warto pamiętać o innym kawałku Ewangelii, kiedy Jezus mówi do tych, co czynili wielkie znaki w Jego Imię: nie znam was.

Uzdrawiać ludzi można na dwa sposoby. Zresztą tak jak On to robił: dosłownie, z dolegliwości fizycznych, ale także odpuszczając grzechy. Mamy moc uzdrawiania innych z chorób, które oni nam zadali i które my im zadajemy. Mamy moc uzdrawiania ludzi przez to, że nie dokopiemy im po raz kolejny w imię prawdy, Boga, czy religijnych dogmatów. Mamy moc uzdrawiać ludzi, czyli polepszać jakość ich życia. Nie ma sensu modlitwa o uzdrowienie kogoś z choroby, jeśli „równocześnie” kogoś kopiemy.

Wszystko wynika z tego, jakie doświadczenie Boga mamy osobiście. Jeśli jest to Bóg, którego się lękamy, to takiego samego ogłosimy światu. Nie mamy się lękać Miłości, w niej nie ma lęku. Głosić Dobrą Nowinę nie znaczy tylko głosić miłe słówka, stawiać wymagania, ale głosić Jego Słowo, nie swoje.