Zaznacz stronę

Siedemdziesiąt trzy lata temu, Polacy nie poszli walczyć po to, byśmy dziś wykorzystali ich krew do argumentacji przeciwko – aktualnym – przeciwnikom politycznym. Nie poszli też dla tego, żebyśmy dziś na symbolach powstańczych zarabiali lub zrobili z nich urocze dodatki modowe.

Krew męczenników, czy tych za wiarę, czy tych za innych ludzi, domaga się nie tylko szacunku, ale także otwartości w naszym życiu na poświęcenie. I niekoniecznie chodzi o wielkie sprawy czy akcje, ale często o zwykła życzliwość wobec drugiego. Doświadczenie pokazuje, że łatwiej być dobrym dla odległych wielkich wrogów, niż życzliwym wobec złośliwca z tej samej ławki w parku.

Daleki jestem od egzaltacji, od uwznioślania. Śmierć i życie są, przepraszam za to słowo, banale. Rodzimy się i umieramy. Dla mnie, dziś ważne jest to, że wtedy, i w wielu innych momentach historii są ludzie, którzy oddają życie za innych. Ludzie bezimienni, mający mało przeżytych lat, dający z siebie wszystko, bo życie. To mnie dziś zatrzymuje i zawstydza. Kompletnie nie wiem czy byłoby by mnie na to stać. Nauczyłem się, przez 40 lat mojego życia, nie składać tak wzniosłych deklaracji.

Nie znam się na wojsku i dowodzeniu tymże, nie jestem także historykiem. Nie oceniam tego czy słuszną była decyzja o wybuchu Powstania. Zostawiam to fachowcom, choć jak od wielu lat obserwuję dyskusje, widzę, że i wśród nich  trudno dojść do porozumienia. Dla mnie, podkreślę to jeszcze raz, ważni są ci, którzy oddali życie. To oni podejmowali dramat ciągnięcia za cyngiel czy rzucania granatów w stronę wroga. To oni umierali ze świadomością, że ktoś zginął z ich ręki. Z perspektywy mojego wygodnego życia w XXI w., ważne jest to, żeby ich życie i śmierć ciągle uwierały mnie w mojej wygodzie i egoizmie.

Nie mogę żyć w rekonstrukcji historycznej. Muszę kochać swoje życie tu i teraz, tak jak kochali je oni. Mogę za to walczyć na swoim froncie, tak jak napisałem wyżej – budując dobro w konkretnych relacjach i okolicznościach. Bez tego wspominanie historii jest pustym spektaklem, a do tego tragicznym. Nie chcę też głośno krzyczeć: „chwała bohaterom”, bo chwała należy się Bogu. Wole powiedzieć o nich właśnie Bogu, który dzieli się swoją chwałą z każdym z nas. Nie chcę krzyczeć, wolę szeptać o dobru tym, którzy żyją dziś. I jest im trudno.