Zaznacz stronę

Wezwanie do nadstawienia policzka nie ma być poddawaniu się cierpieniu, ale do nie wchodzenia w logikę zła. Ma być wezwaniem do przerwania bezsensownego kręgu nienawiści. Z logiki cios za cios, wynika tylko tyle, że zło idzie dalej i rozprzestrzenia się. Wezwanie Jezusa do przebaczenia wrogom, znaczy tyle, że trzeba zrezygnować z zemsty, odwetu i pomnażania zła.

Ewangelia jest o niczym innym, jak o tym, że chrześcijanin nie może być człowiekiem, który ciągle ogląda się na innych, z pytaniem skierowanym do Boga, dlaczego ludzie czyniący zło, mają się całkiem nieźle, a dobrzy często na odwrót i chce odwetu. Ewangelia to wezwanie do codziennego rozwalania, w naszych rozumach, logiki: coś – za coś, na rzecz logiki: daję – nie muszę otrzymać za to, nic.

Warto wspomnieć też o tym, że czasem ludzie poniżani, ze swojego cierpienia i krzywdy robią swoisty oręż przeciw innym i przeciw zmianom. Łatwiej jest siedzieć w pewnym układzie zła, niż go opuścić, bo to wiązałoby się z wielką rewolucją. Nie mówię, że to jest proste, wiem że czasem człowiek odczuwa swoisty paraliż, w którym każdy krok wydaje się niemożliwy. Jednak właśnie, chyba na tym, polega logika drugiego policzka, od strony bitego, że będzie próbował on, pozytywnie przerwać ów krąg zła. Przynajmniej w pragnieniach, w myśleniu. Wiem, że to trudne. Na tę trudność jest tylko jedno wzmocnienie, kolejne zdania z Ewangelii. Jezus jest realistą i nie każe nam tej siły czerpać z nas samych. Wie, że nasze serce, po do doznanej krzywdzie, niejako automatycznie kieruje się do odwetu, do wymierzenia sprawiedliwości. Naszą siłą ma być świadomość tego kim jestem, a jestem Dzieckiem Boga, oraz wynikająca z tego faktu relacja z Nim, która urzeczywistnia się w codziennej z Nim rozmowie.

I można się na to, co Jezus mówi zbuntować, można za każdym razem innym oddawać, w myśl zasady sprawiedliwości. Można domagać się śmierci dla kogoś kto tę śmierć niesie. Można krzyczeć, że to nie tyle zemsta, co wyrównanie rachunku krzywd i jest to dobre. Można. Tylko pytanie, czy w ten sposób nie stajemy, tak naprawdę po stronie zła, które chcemy zwalczać? Na ile to jest rzeczywiste wyrównanie krzywd, a na ile tylko poradzenie sobie z silnymi emocjami?

Nie chcę tanio mędrkować, wiem, że łatwiej się mówi, trudniej się czyni. Wiem, ze swojego doświadczenia, jak trudno przerywa się ten, zły łańcuch nienawiści. Ale wiem też, jak bardzo dużo spokoju i radości daje choćby tylko próba jego przerwania. Później próba konsekwentnego tym życia i mówienia innym, że to jest dobre i daje owoce.
Tak naprawdę to chyba właśnie w takich sytuacjach okazuje się na ile wierzymy Bogu. Na ile ufamy, że Ten, który pozwala, aby światło świeciło i nad dobrymi i złymi, wyprowadzi nas obronną ręką z opresji. Ba! Wyprowadzi z tego zła, również tych, którzy są jego sprawcami. Na ile pozwalam Bogu, być Bogiem miłości, również dla tego, kogo uznaję za złego człowieka?

Warto o tym dumać, bo przecież, ja, Ty, w poczuciu tego, że jesteśmy dobrymi ludźmi, dla kogoś też możemy być złymi ludźmi.

Jeśli bowiem miłujecie tych, którzy was miłują, cóż za nagrodę mieć będziecie? Czyż i celnicy tego nie czynią? I jeśli pozdrawiacie tylko swych braci, cóż szczególnego czynicie? Czyż i poganie tego nie czynią? Bądźcie więc wy doskonali, jak doskonały jest Ojciec wasz niebieski.

Przebaczyć muszę – bez dyskusji. Albo jestem chrześcijaninem, albo nie. Chrześcijaństwo najpełniej wyraża się w radykalnym przebaczeniu, które jest oddawaniem swojego życia, wszystko inne jest tylko dodatkiem.