Zaznacz stronę

To był niesamowicie intymny gest (przynajmniej z perspektywy mężczyzny żyjącego w XXI w.). Jaką ona musiała być silną kobietą, zresztą Jezus nazwie to „wiarą”. Weszła do „jaskini lwa” – domu faryzeusza, który uważany był (przynajmniej przez siebie samego) za sprawiedliwego. Wchodzi i bez żadnych wstępów zaczyna obmywanie nóg Jezusa swoimi łzami i wyciera je swoimi włosami. Jezus w tym wszystkim jest spokojny – przyjmuje jej gesty.

Faryzeusz Szymon jest jednym z nas. Ma w sobie tę paskudną cechę, polegającą na tym, że odczuwa wewnętrzny przymus by znaleźć coś, w czym jest (moralnie) lepszy od innych. Wyciągnąć (nawet tylko w swojej głowie) grzechy innych, by poczuć się lepszym, choć na chwilę.

A Jezus jest geniuszem. Nie zdradza, że zna myśli serca Szymona. Można odnieść wrażenie, że przypowieść o dwóch dłużnikach ma przygotowaną już wcześniej. Przypomina mi to sytuację, kiedy do Dawida przychodzi prorok Natan i opowiada mu historię o biednym człowieku, któremu bogacz skonsumował jedyną owieczkę, którą tamten bardzo kochał. Dawid się zagotował, a później zrozumiał swój grzech. Nie wiemy, co się stało z Szymonem, może ten brak komentarza z jego strony jest oznaką nawrócenia?

Jezus idzie dalej i odpuszcza kobiecie grzechy. Najpiękniejsza spowiedź w Ewangelii, i jak dla mnie, obraz każdej spowiedzi – intymnego spotkania człowieka z Bogiem. Trzeba, byśmy znaleźli swój gest – sposób intymnego bycia z Bogiem. To ważne, by nasza religijność nie stała się fasadą do ukrywania naszych lęków. Świetnie to ostatnio widać – jak łatwo wsadzić religię na sztandary i w imię Boga – w swoim mniemaniu – iść przeciwko człowiekowi. Już nawet nie w konkretnych czynach, ale w myśleniu.

Szymon to symbol człowieka, który nie robi tysiąca rzeczy, które należałoby robić, ale czepia się innych, wyciąga z ich życiorysów to, co mu pasuje, to co pozwoli poczuć się lepszym. A potem się dziwi: „kimże On jest, że nawet grzechy odpuszcza” – robi, co chce?

Może to dzień, w którym trzeba posłuchać w końcu głosu namiętności w sercu? Po latach bycia z Panem można to coś bardzo intymnego i niepowtarzalnego zagubić. Można nawet robić pewne gesty (różnie rozumiane), a jednak mogą się one stać pustymi gestami. Człowiek słyszy, w swoim sercu, że czegoś znów zaczyna brakować. Ten głos może objawić się różnie. Choćby przez taki tekst, jak ten dzisiejszy, w słonecznej pogodzie po wielu dniach deszczu; może objawić się w głosie osoby ukochanej, albo w zapachu. Ten głos może być niebezpieczny w skutkach, bo może się okazać początkiem rozwalania czegoś, co sobie misternie budowałem od lat. Nawet inni mogą mi pomóc zabijać ten głos przez swoją „racjonalność” opartą na rozumowych wydawałoby się argumentach. „Bo czyż stojący przed nami człowiek może tej tutaj odpuścić grzechy”?

Ta Ewangelia nie jest tylko o przebaczeniu. Ona jest też po to, by znów przestać się bać Boga, który przychodzi, ale do którego i ja mogę przyjść w bardzo intymny sposób.

SŁOWO