Zaznacz stronę
SŁOWO

Uzdrowionych zostaje dziesięciu, jeden wraca. Co ciekawe jest nim Samarytanin, nie dziewięciu Żydów (którzy prawdopodobnie byli pobożnymi ludźmi). Ta Ewangelia, przez ten szczegół, jest o tym, że można być pobożnym człowiekiem: odmawiać pacierz, spowiadać się, chadzać na Mszę i można mieć serce kamienne, serce zatwardziałe, nie dostrzegające dobra, którego doświadczamy. Samo praktykowanie religii niczego w naszym życiu nie zmienia automatycznie. Obrazem tego jest owa dziewiątka, większość, która była wierzącymi Żydami.

Samarytanin, z punktu widzenia Żydów był człowiekiem, z którym Bóg nie ma nic wspólnego. A jednak ten „inny” jest tym, który potrafi dostrzec dobro, które się mu przytrafiło.

Dwie postawy. Skostniałych religijnie wyznawców i jeden rodzynek, który być może nie był biegły w sprawach religijnych, ale potrafi dostrzegać dobro. I być wdzięcznym.
Co to wszystko znaczy dla nas?

Tych dziewięciu Żydów, zgodnie z tym, co ich nauczono, pokładało ufność w Prawie, w rytuałach religijnych, w tym, co de facto, miało być tylko pomocą. Tymczasem uzdrowienie przychodzi do tego, który jest po ludzku i religijnie skreślony, czyli tam gdzie jest bezradność.

Przychodzi do tego, który okazał zaufanie Jezusowi, Jego osobie. Wierzyć w Boga, to jedno. Wierzyć Bogu, to drugie.

Niewdzięczność i jej przewrotność, zaczęła się już w raju. Pierwsi ludzie zamiast skupić się na tym, co mają, co jest w ich możliwościach, za namową złego skupiają się na tym czego im brak. To prowadziło do tego, że stali się podejrzliwi i zazdrośni. „Bo Bóg coś przecież przed nami ukrywa”. Zamiast się cieszyć rajem, człowiek zwala winę na drugiego, szuka rozwiązań drastycznych: Kain zabija Abla.

Kiedy nie dostrzegam swojego obdarowania, zaczynam skupiać się na tym, co mają inni, zaczynam zazdrościć, wtedy próbujemy eliminować innych. Może nie nożem, ale w naszym sercu, w naszej dobrej opinii.

„Wstań, Twoja wiara cię ocaliła”. Ale nie rozumiana, jako magiczna siła, tylko jako osobista odpowiedź na to, co mnie spotyka. Wiara, która popycha człowieka do nawiązania więzi z Jezusem.

To dzisiejsze Słowo, jest o niczym innym, jak o tym, by chcieć odświeżać swoją pamięć duchową, psychiczną i emocjonalną. Odświeżyć w kwestii tego, co otrzymaliśmy. Naprawdę często widać, że jesteśmy ludźmi, którzy nie pamiętają, co otrzymali. To oczywiście często prowadzi do frustracji i nudy.

Kiedy człowiek nie dziękuję, czyli nie dopatruje się dobra, obdarowania, to narzeka, jest roszczeniowy i egoistyczny. To nie jest dolegliwość, na którą cierpią tylko rozpieszczone dzieci. To jest dolegliwość dotykająca człowieka w każdym wieku. Z dziękczynieniem jest, jak z miłością. Lepiej ją przeżywać niż o niej gadać. Dlatego podziękuj teraz Bogu, człowiekowi i sobie za konkrety.